[wpml_language_selector_widget]
Polish English French German Spanish Finnish Hebrew Swedish Norwegian Italian Czech Slovak Bulgarian Hungarian Portuguese Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
[wpml_language_selector_widget]
Polish English French German Spanish Finnish Hebrew Swedish Norwegian Italian Czech Slovak Bulgarian Hungarian Portuguese Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
Polish English French German Spanish Finnish Hebrew Swedish Norwegian Italian Czech Slovak Bulgarian Hungarian Portuguese Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
[wpml_language_selector_widget]
Polish English French German Spanish Finnish Hebrew Swedish Norwegian Italian Czech Slovak Bulgarian Hungarian Portuguese Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
Dział Section 4 -- -- PROSZĘ KLIKNĄĆ NA FOTOGRAFIĘ/SKAN - KLIKNIĘCIE PODWÓJNE DA POWIĘKSZENIE ZNACZNEArchiwa Rodzinne, Zbiory, Wirtualne Portrety Przodków, Skarby Odkrywane...

W Dniu Kobiet 8 marca – wspomnienie – Eugenia Maternicka jedna z pierwszych polskich Emancypantek, Sawantek… – XIX/XX wiek.

Zgłaszający Eksponat:
Maria MW + Tadeusz WM
podziel się z innymi:

,,KOBIETY W RODZINIE”

Niech chociaż te kilka słów wspomnienia da ślad pamięci o Eugenii Maternickiej jako kobiecie niezwykłej, bo w różnych opracowaniach czy w necie nic na jej temat nie ma.

Los sprawił, że w latach po II Wojnie Światowej, w parterze jej własnego domu we Włochach pod Warszawą, zamieszkał z rodzicami słynny pisarz Marek Nowakowski, który poświęcił Eugenii Maternickiej opowiadanie pod tytułem “Bambusowa Etażerka” w swojej książce “Powidoki 2 Wspomnij Ten Domek Na Gęsiówce” z 1996 roku. Oto fragmenty tego tekstu, który mówi jak Eugenia Maternicka uczyła młodego Marka Nowakowskiego (nazywała go Krzysiem) miłości do książek i była być może zaczynem części jego twórczości.

====

Autor: Marek Nowakowski

BAMBUSOWA ETAŻERKA

“Pani gospodyni zaprosiła mnie pierwszy raz na górę w letnie, upalne popołudnie, Poprzedniego dnia zobaczyła mnie w kącie altany z książką w rękach.

– Sienkiewicz – powiedziała w zamyśleniu pani gospodyni. – Taki był szarmancki, dystyngowany. – Bardzo dokładnie opisała jego wygląd i maniery. W swoim zacienionym pokoju usadowiła mnie na krzesełku, które miało siedzenie wyplatane popękaną rafią. Sama siadła w skórzanym fotelu przy masywnym biurku. Jego blat był pokryty zielonym suknem i stała na nim marmurowa suszka z mosiężną główką. Moją uwagę zwróciły szklane kałamarze z metalowymi pokrywkami i lampa z zieloną ambrą na nóżce z brązu, oplecionej kiściami winogron. Na ścianach wisiały owalne portrety w złoconych ramach. Spoglądali z nich brodaci mężczyźni i surowe matrony…

Już nie pamiętam treści tamtej rozmowy sprzed tylu lat. Na pewno pani gospodyni wypytywała mnie o lektury…

Surowe oczy pani gospodyni złagodniały nieco i wyciągnęła z dołu bambusowej etażerki jakiś tom w twardych okładkach. Pokazała dedykację stamtąd pluszową laleczkę, podarowaną jej przez Prusa. Następnie przeczytała list od niego, pełen staroświeckiej galanterii i żarcików… Działo się to w tak zamierzchłych czasach… Pani gospodyni piastowała wtedy odpowiedzialne stanowisko w szacownym wydawnictwie Gebethnera i Wolfa. Zaczęła tam pracować na dwa lata przed końcem XIX wieku. Jedna z nielicznych  wykształconych, niezależnych kobiet. Studiowała na Wyższych Kursach Żeńskich im. Bestużewa w Petersburgu, a później w Genewie.

Tak zaczęły się moje wizyty w zacienionym pokoju pełnym książek i wspomnień… Rozmawialiśmy o książkach i ludziach zajmujących się ich pisaniem… Natomiast bardzo lubiła Artura Oppmana, czyli Or-Ota, który był redaktorem Tygodnika Ilustrowanego, wydawanego przez firmę Gebethner i Wolf. Sympatyczny starszy pan i pisał piękne wiersze o Warszawie. Przy każdej charakterystyce poety, powieściopisarza czy dziennikarza sięgała do przepastnej szuflady i znajdowała tam odpowiedni list, pozdrowienia świąteczne lub imieninowe, karteczkę z zagranicznej podróży do Nizzy, Meranu, często z bardzo przejrzystą aluzją…

Ci mityczni, nieżyjący pisarze zmartwychwstali i przybliżali się na odległość ręki, nabierali kształtu zwyczajnych ludzi. Widziałem ich, słyszałem. Atmosfera pokoju sprzyjała wskrzeszaniu przeszłości…Ścienny zegar odmierzał monotonnie czas… Lubiłem dotykać grzbietów tych tomów z tłoczonymi literami tytułów i nazwisk autorów. Powoli przewracałem karty, wpatrywałem się w winiety z roślinnymi i kwiatowymi ornamentami i jeszcze przed czytaniem widziałem dostojnego barona Weysenhoffa, namiętnego myśliwego i bywalca karcianych klubów lub dobrodusznego Bolesława Prusa. Pani gospodyni opowiadała o jego skromności, życzliwości ludziom i chorobie lęku przestrzeni. Najbardziej zagustowałem w grubych, ciężkich rocznikach Wędrowca, Biesiady Literackiej i Tygodnika Ilustrowanego…

Zostałem namiętnym pożeraczem książek i później już wszędzie, gdzie się znalazłem, od razu rzucałem wytrawne spojrzenie myśliwego na oszklone szafy bibliotek, półki i uchylone szuflady pełne papierów. Ilekroć nadarzała się okazja, gładziłem grzbiet książki, smakując powoli przyjemność odkrywania zaklętej w druku sztuki opisywania ludzi i wydarzeń.”

====

Niech małym dodatkiem do tego opowiadania będzie fragment wywiadu, jaki udzielił Marek Nowakowski dla dziennika Rzeczpospolita – wydanie sobotnio-niedzielne 26-27.01.1991 r. strona 3/5, o cioci Eugenii Maternickiej:

“Była to bardzo ciekawa osoba. Była jedną z prawdziwych emancypantek, sawantek.”

====

Ciocia Eugenia Maternicka odeszła z naszego ziemskiego padołu w Warszawie w roku 1967, mając 92 lata, przeszła przez całe jej życie jako panna, niezależna Emancypantka.

Cóż wiemy na dziś o jej przodkach? Z szacunku dla niej zebraliśmy podstawowe, genealogiczne dane, w prostej linii miecza było to tak:

  1. Tatą Eugenii Maternickiej (urodzonej w Warszawie dnia 16.09.1875 roku) był Józef Maternicki, urodzony w roku 1827 we Włocławku, jednym z najstarszych polskich miast, notowanego w Polsce od XI wieku, położonym tak pięknie nad główną rzeką Polski Wisłą, gdzie przez wieki rzeka była głównym żywicielem miasta.
  2. Dziadkiem Eugenii Maternickiej, a ojcem jej taty Józefa był Jan Maternicki, urodzony w roku 1777 w tymże Włocławku. Jan Maternicki był znanym mieszczaninem miasta Włocławka i piastował w mieście stanowisko Retmana (był odpowiedzialny za rzekę Wisłę – to znaczy za gospodarowanie na niej, umowy flisackie, spływu towarów, stanu rzeki i portu, obsługi ogólnej) – o zaszczytnej funkcji Retmana wiemy z wpisu metrykalnego urodzenia jego syna Józefa Maternickiego z RK Parafii we Włocławku z roku 1827 wpis numer 57 (Archiwum Państwowe w Toruniu i Bydgoszczy) – gdzie podano, że: “Stawił się w lutym 1827 roku o godzinie czwartej po południu Jan Maternicki, Retman z miasta Włocławka, lat czterdzieści mający, w obecności Jędrzeja Mieleckiego, Szypra z Torunia lat czterdzieści jeden, i Jana “Międzyrzecza” (do dalszego rozczytania) lat trzydzieści sześć, i okazał nam dziecię płci męskiej urodzone drugiego lutego roku bieżącego o godzinie dwunastej z południa z jego małżonki Antoniny (Maternickiej) z domu Ławczyńskich lat trzydzieści siedem mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym Nadane Zostało Imię Józef, a Jego Rodzicami Chrzestnymi byli ……… (do dalszego rozczytania) Jędrzej Kielecki i Konstancya “Przedpełska” (do dalszego rozczytania). Akt ten Stawającym i Świadkom został przeczytany…  X. (Ksiądz) Szymon Nowakowski, Komendant Włocławski”.
  3. Pradziadkiem Eugenii Maternickiej, a ojcem jej dziadka Jana Maternickiego był Marcin Maternicki, urodzony ok. roku 1750
  4. Według przekazów rodzinnych i herbarza Uruskiego tom X, strona 272 – Maternicki od Materna byli herbu Ślepowron:  https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Alepowron_(herb_szlachecki)

Załączone fotografie:

1. Ciocia Eugenia Maternicka z wujkiem Wincentym Skorka (spacer w ZOO Warszawa 1937 rok)

2. Ciocia Eugenia Maternicka (Warszawa, 1920 rok)

3. Symboliczna pamiątkowa fotografia z dolnego tarasu domu we Włochach, który Ciocia Eugenia Maternicka wybudowała wspólnie z wujkiem Wincentym Skorką w 1937 roku,  ta fotografia jest z ok. lata 1945 roku – z opisu na rewersie fotografii – stoją na tarasie jej domu Eugenia Maternicka, członek jej rodziny, też nauczycielka pobliskiej szkoły we Włochach mama Walentyna Maszkowska (w latach okupacji prowadziła w tym domu dla uczniów tajne nauczanie, co groziło śmiercią ze strony nazistów), oraz chłopcy – od prawej chłopiec Marek ‘Krzyś’ Nowakowski (ten sam, w przyszłości wielki, niezłomny pisarz, poeta, scenarzysta, aktor) i jego kolega z pobliskiego domu we Włochach Janusz Kocemba.

Obraz rodzinnej pamięci umieściła:

Maria Mioduszewska-Wysocka s.v. Maszkowska

 

Korespondencja

Website Project Created by RAW-CODE